Menu

Anna Blog

...takie sobie dyrdymałki...

Wymyślanki

Szilusia myśli:)))

annazadroza

Jest Dzień Chłopaków - myśli Szilusia.
Muszę ułożyć wierszyk dla Skitusia,
wszak on Dziewczynom napisał życzenia,
każda by chciała ich wszystkich spełnienia.
Niech więc zdrowi będą, bo jak któryś chory,
oj, to ja bardziej wolę już potwory...
Jak ma któryś katar to jest koniec świata
i trzęsie się cały nawet w środku lata!
Niech więc zdrowi będą, życzliwi, weseli,
to i nam dobry nastrój od nich się udzieli.
Niech będą szarmanccy, mili, sympatyczni,
czasami liryczni albo romantyczni,
dobrzy i pomocni, także zawsze grzeczni,
uprzejmi, umyci, pachnący, słoneczni
od uśmiechu co zawsze gości na ich twarzy...
Westchnęła Szilunia. - Co też mi się marzy?
Cóż, najważniejsze, by byli kochani,
uczucia uznania mieli od swej pani,
miskę pełną żarła i kącik do spania,
i żeby od nikogo nie dostali lania.
Dobrze, kończę już - szczeknęła Szilusia,
zaraz w ucho skubnę mojego Skitusia
a potem mu powiem: wszystkiego najlepszego
jak każda z pań dzisiaj do Chłopaka swego:)))

  

 

 

Zimowo ale ładnie

annazadroza

Zrobiło się biało,
zrobiło się czysto.
Świat cały okryty
pierzynką puszystą

przycupnął, przystanął,
zatrzymany w biegu
z zachwytem się witał
z płateczkami śniegu.

W świetle dwóch latarni
iskierki się skrzyły,
wesoło z gwiazdeczkami
w berka się bawiły.

Gdzie spojrzeć - pustynia
zda się być bez skazy,
tak można malować
zimowe obrazy.

Wtem - coś się czarnego
nagle pojawiło,
biel śniegu złamało,
ciszę zakłóciło.

Cztery szybkie łapki,
dwa uszka sterczące,
ogonek puchaty
i ślepka błyszczące.

To Szilka kochana
- odgadnąć nie trudno -
biegnie tu z radością
by nie było nudno:)))

 30.01.2019

 

 

 

 

"W Niedźwiedzim Lesie"

annazadroza

W Niedźwiedzim Lesie dzwonek wesoły
obwieścił, że już czas do szkoły.
Zewsząd misie zaczęły przychodzić,
chociaż nie każdy do szkoły chciał chodzić.
Jeden miś ziewał, bo spać mu się chciało.
Drugi jadł miodek, wciąż było zbyt mało.
Trzeci się wspiął na wysoką sosnę,
- Zejdę – powiedział – wtedy, gdy urosnę.
Czwarty i piąty – bawiły się w berka,
szósty – zza świerka z ciekawością zerka,
siódmy zagapił się na pszczołę,
ósmy chciał oka liczyć na rosole,
dziewiąty smacznie w cieniu chrapał,
dziesiąty biegł aż się zasapał.
Wszystkie misiaczki podobne były,
z jednej rodziny pochodziły.
Lecz co to? Krzaki zatrzeszczały,
z nich się wysunął nosek mały,
puchaty łepek, łapki, brzuszek,
ogólnie – misia cały kłębuszek.
Spojrzał nieśmiało, usiadł przy krzaczku.
- Hej, a któż jesteś, ty nieboraczku? –
krzyknął największy z dziesięciu miś.
- Skąd się tu wziąłeś akurat dziś?
I czemu jesteś taki łaciaty
Jakbyś od krowy pożyczył łaty?
My wszystkie mamy kolor brązowy
i niepodobne jesteśmy do krowy –
zawołał miś, co siedział na sośnie
i nie chciał zejść póki nie urośnie.
Nadeszła pani Niedźwiedzica.
Przybyszem jęła się zachwycać.
- Jakiś ty śliczny, słodki, puchaty,
bardzo podobny jesteś do taty.
Widziałam wczoraj w telewizji
gdy twa rodzina była na wizji
dość długo, więc się przyjrzałam.
Od razu ciebie rozpoznałam.
Łaciaty misiek przekrzywił główkę,
do pyszczka włożył słodką krówkę
i zaraz chętnie poczęstował
misia, który za drzewem się chował.
- Ja jestem przecież waszym kuzynem!
Chciałbym pobawić się odrobinę
z wami, poznać, korzystając z okazji,
że przyjechałem tutaj wprost z Azji.
Ja jestem Panda, słyszeliście o mnie?
- Tak, i cieszymy się przeogromnie
z twoich dzisiejszych u nas odwiedzin
W naszym przepięknym Lesie Niedźwiedzim.
Wszyscy wesoło się bawili
Póki rodzice Pandy nie przybyli.
Misie serdecznie się pożegnały,
Listy do siebie pisać obiecały.

A.Z. 2005 

 

Miłość w puszczy

annazadroza

Teraz z przymrużeniem oka historia o miłości;)))

Żubr to dostojny wielce zwierz.
Chcesz go zobaczysz? To się spiesz.
Wnet w głuchej puszczy się zaszyje,
ciszy, spokoju tam zażyje.

Przez puszczę dumnie, wolno kroczy,
ma bardzo bystre, czujne oczy,
jest przeogromny oraz spokojny
i żaden zwierz nie chce z nim wojny.

Pewnego ranka łaciata krowa
tak pomyślała - W puszczy się schowam,
zrobię dziś sobie super wycieczkę,
leśnym powietrzem odetchnę troszeczkę.

Weszła do puszczy, w krąg się rozgląda.
- Och, jakże pięknie tu świat wygląda.
Przez gęste liście słońce przenika
lecz nim do runa dotrze, to znika.

Wtem coś wielkiego rusza się w borze.
- Cóż to takiego - myśli - być może?
Oj, jakieś oko w liściach błysnęło,
po mej postaci całej przemknęło.

Patrzy i oczom własnym nie wierzy,
włos jej na karku nagle się zjeżył,
oko zabłysło, a wiecie przecież,
że krowa ma najpiękniejsze w świecie.

- Oto mój rycerz! Jego szukałam!
Do niego cicho w nocy wzdychałam -
szepnęła. Żubr z gąszczu się wynurzył
i spokój spokojnej krowy wzburzył.

- Pójdź, piękna, ze mną - zamruczał cicho -
gdzie nie dopadnie nas żadne licho.
Możesz od dzisiaj mówić o cudzie,
bo tam nie znajdą nas żadni ludzie.

 

 

 

"Kotek i motek"

annazadroza

Mały białoczarny kotek
porwał z kosza wełny motek.
Zerknął, czy babcia go widzi
lecz wcale się nie zawstydził.
Babcia odwróconą głowę miała
bo przez telefon rozmawiała.
Pociągnął kotek za jedną nitkę,
druga złapała go za kitkę
(bo kotuś ogonek miał puchaty
podobny do swojego taty).
Nitkę pazurkiem zaatakował,
skoczył, pod łóżko szybko się schował
lecz nitki za nim, bez wątpienia,
wtargnęły do kociego schronienia.
I co się dzieje? O rany kota!
Kotuś się coraz bardziej miota,
a nitki chwytają kocie łapki,
już wszystkie cztery wpadły w pułapki,
już nitka uszko pociągnęła,
inna ogonek owinęła...
- Skąd ich aż tyle? - miauczy kotek.
- Ja tylko wziąłem jeden motek!
- A psik! - Już kicha biedna kocina,
zaś babcia wełny szukać zaczyna.
Usłyszała kocie kichanie
i zajrzała pod wnuczki posłanie.
A tam cóż widać? Skłębione nitki
sterczą niczym wierzbowe witki.
Oczka jak paciorki, nosek różowiutki...
- Ach, to ty, gałganie! Motek był nowiutki!
Babcia utyskuje, lecz babci gderanie
przerywa głośne kotusia kichanie.
Babcia serce ma złote i kociaka kocha,
patrzy na niecnotę i śmiechem wybucha.
Wyciągnęła spod łóżka niezwykły kłębuszek,
ze śmiesznie sterczącą parą białych uszek.
Uwolniła babcia kotka od wełnianych splotów,
kotuś do psot następnych od razu był gotów.
Przytuliła babcia kotka, drapnęła za uszkiem.
- Nie chowaj ty się więcej pod mej wnuczki łóżkiem.
Rozplątała babcia wełnę, zwinęła w kłębuszek,
kotek słodko się zdrzemnął tuż obok poduszek.
Mruczał przez sen, szybciutko przebierał łapkami,
we śnie wciąż jeszcze walcząc z wieloma nitkami.
Babcia kotka pogłaskała. - Śpij, maleńki, śpij,
i o dobrym, ciepłym mleczku słodko sobie śnij.

© Anna Blog
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci