Menu

Anna Blog

...takie sobie dyrdymałki...

Myślę sobie

Dziękuję i zapraszam

annazadroza

Naprawdę miałam zamiar tkwić tu do świąt, jednak już mnie ogarnia zniechęcenie. Trudno się wchodzi na blog, na znajome blogi również, skomentować ciężko, zalogować się nie chce, bardzo długo trzeba czekać na cokolwiek i czasem bez rezultatu. Pomyślałam, że zaglądać będę dopóki się da, odpowiem - też jeśli się da - na każdy komentarz. Nowych wpisów już jednak tu nie będę wstawiać.
Zapraszam do odwiedzin w nowym miejscu:

annapisze.art

Jednocześnie dziękuję za wszystkie dotychczasowe spotkania, rozmowy, były czymś nowym w moim życiu, dopiero przecież dwa lata minęły od mego pobytu na bloxie - i baaardzo ważnym, znaczącym i miłym doświadczeniem. Z częścią z Was już się odnalazłam w nowych miejscach, pomału się ułoży reszta - skomplikowanych na razie - spraw technicznych i znów w tej naszej nowej wiosce (jak mówi Ewa) poczujemy się jak u siebie.
Tak więc dziękuję, pozdrawiam i posyłam mnóstwo Ciepłego i Puchatego, do zobaczenia:-))))))))))))

 

Jakie wyczerpujące jest myślenie;)

annazadroza

Okres przed każdymi wyborami powoduje zwiększenie ruchu w każdym środowisku. To jakby patrzeć w garnek położony na źródle ciepła. Zobaczyć można na dnie garnka najpierw nieliczne bąbelki, potem zwiększającą się ich ilość, następnie obserwuje się ruch wody coraz większy aż do bulgotania i ruchu tak silnego, że woda potrafi się wydostać z garnka zalewając źródło ciepła jeśli nie zostanie ono zmniejszone. Ot, takie skojarzenie miałam podczas śniadania słuchając informacji o różnych wczorajszych wydarzeniach i wypowiedziach. Byłam nie na bieżąco ponieważ skupiałam się głównie na klikaniu i powstrzymywaniu głośnych przekleństw cisnących się chwilami na usta gdy kliknęłam nie w to, co trzeba i znów coś naknociłam.
Teraz już wieczór, nareszcie dotarłam do tego, co to jest URL, tzn. dalej nie wiem co to, ale wiem, że jest przydatne, żebym mogła u Was na blogspocie komentować. Cały dzień mi to zajęło. Myślenie na ten temat mi zajęło. Wreszcie doszłam metodą prób i błędów przy czym ilość ostatnich była przeogromna. Dalej nie wiem co zrobić, jeśli tylko za pomocą konta Google można pisać. Może mi ktoś podpowie, bo nie wiem czy sama na to wpadnę. Wyczerpałam limit genialnych odkryć chyba na najbliższe dziesięć lat;) A jakie to wyczerpujące;)))

 

No i tak

annazadroza

Bardzo mi żal z powodu bloxitu (termin Ewy), weszłam na kilka blogów dzisiaj, tak pożegnalnie i żal. Wyglądu, łatwości obsługi, przejrzystości komentarzy i prostoty ich dodawania, co powodowało, że komentowanie stawało się rozmową. W tych innych, obcych jeszcze miejscach, ehh, szkoda mówić.
Życie jednak toczy się dalej, gdzie nie spojrzeć - burzliwie, ale nie chcę o tym mówić. Słońce zaświeciło i na jasnej stronie życia wolę się skupić.
Rano mżyło, nawet założyłam Skitusiowi płaszczyk, bo choć było stosunkowo ciepło - dzięki ubranku mniej się zachlapie a więc i błota mniej przyniesie do domu. Zaś błota mnóstwo na łące, nie dało się chodzić, firma ogrodnicza, która mieści się w sąsiedztwie rozjeździła trawę i jest bagno po prostu. Wczorajszego ranka ziemia była na tyle zmarznięta, że nawet do lasku z psiakami poszłam.
Poza tym siedzę, klikam, przenoszę, szukam, złoszczę się, mam dość a potem się cieszę jak coś mi się uda. No i tak.

 

 

 

Jest tak

annazadroza

Jest tak. Potrafię przenieść po kolei tekst oraz komentarze znajdujące się pod nim. Nie za jednym zamachem lecz w kilku krokach. Pomału ale idzie do przodu. Po skończeniu zacznę pisać na bieżąco. Właściwie to będę tu, na bloxie, do samego końca i dopiero zacznę "nowe życie" od 30 kwietnia. Czyli od urodzin mojej babci Stefy, która urodziła się 30.IV.1898 roku, więc jeszcze w XIX wieku. Tamto pokolenie w ciągu swego życia napatrzyło się na zmiany we wszystkich dziedzinach życia, już kiedyś o tym wspomniałam. Od pierwszego pociągu przejeżdżającego przez wieś do oglądania na ekranie telewizora spaceru człowieka po księżycu.
Z księżyca do realu wracam. Wczoraj usuwałam jakieś idiotyczne komentarze w obcych językach: angielskim, francuskim, rosyjskim i nawet robaczkami pisane. Było tego ok. 2 800 pozycji. Najpierw próbowałam coś zrozumieć, poliglotką nie jestem i najlepiej mi szło z rosyjskim. Jednakowoż i z innych coś niecoś pojęłam. I wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy przez przypadek, nieświadomie nie użyłam jakiegoś hasła, bowiem wszystkie one (komentarze) były pod przeniesionym dawno temu wpisem "Dżem na nosie". Słuchajcie, czego tam nie było, od propozycji spotkań z gorącymi panienkami, poprzez różnorakie i różnopłciowe z używaniem środków różnorakich wymienianych w kilometrowych listach. Były i reklamy różnych medykamentów, głównie viagry i owych środków odurzających znanych z telewizora. Szybko przestałam tracić czas na podobne pie..doły i kasowałam. Najpierw pojedynczo, potem odkryłam jak to można robić zbiorowo - co dla takiej technicznej nogi jak ja - jest osiągnięciem nie lada. Tak mi upłynął cały wczorajszy dzień, w realnym świecie naprawdę długo nie przebywałam. Zrobiłam tylko zakupy, przygotowałam obiad, potem poszliśmy z psami i znów zasiadłam przy Lapciu. Dziś z rana zajrzałam, potem musiałam udać się do miasta w celach różnych, znów obiad, spacer i zabieram się za ciąg dalszy.
Jakie Wy wszystkie jesteście kochane!!! Takie poczucie wspólnoty się czuje, taką życzliwość, że aż się ciepło na sercu robi:)))

 

 

 

 

 

 

 

Akurat...

annazadroza

Akurat dokładnie dziś mijają dwa lata od mojego pierwszego wpisu. Jak ja się wtedy bałam i krępowałam! Że co sobie ktoś pomyśli, że to wszystko głupie jest co robię, mówię, myślę i piszę, że po co to komu .... oj, straszne to było. Po tych dwóch latach jestem szczęśliwa, że się odważyłam, nie stchórzyłam i nie schowałam się do mysiej dziury na co największą miałam ochotę. Poznałam Was, tyle kochanych dziewczyn, a i chłopaki się czasem odzywają, co jest niezmiernie miłe:)))
Przenosząc po kolei teksty z bloxa na nową stronę cofnęłam się do 2017 roku (wczoraj na tym skończyłam) i przeżyłam ponownie emocje zapisane a związane z wydarzeniami lipcowymi, z obroną sądów, w której uczestniczyły tysiące ludzi. Zapisywanie i opisywanie wydarzeń na bieżąco pozwala zachować temperaturę emocji, które po czasie są nie do odtworzenia. Poza sprawami dotyczącymi kraju tyle się zdarzyło i w życiu prywatnym rodziny przez ten czas. Najważniejsze niewątpliwie to pojawienie się na świecie Calineczki:))) Tej cudownej, kochanej szkrabusi malutkiej:))) W związku z tym do nas przeniósł się Skituś i jest z tego wyraźnie zadowolony. Nie było to dla niego jakąś kara za grzechy, bo od małego szczeniaczka u nas często bywał i wiedział, że to też jego dom. Odszedł Karmelek za Tęczowy Most, kotuś Małego a przybył niedawno Lammy, który wygląda bardzo podobnie jak Ozy, brat Karmelka, który po jego odejściu poczuł się samotny. Tak to się wszystko ze sobą przeplata - radość i smutek, nadzieja i rezygnacja, odejście i narodziny. Takie jest życie, nieustannie przynoszące zmiany. A tych ja nie lubię. Nienawidzę zmian!!!
I co z tego, że ich nie znoszę, tych zmian? Ani tych, ani tamtych, ani żadnych!!! Nadchodzą i się o zdanie nie pytają. Przypomniał mi się dowcip. Co robić jak wieje wiatr ze wschodu? Wiać razem z nim! Powiał wiatr na bloxie naszym, rozwieje nas w różne strony. Jednym się odechce całkiem, inni znajdą nowe miejsca i będziemy się szukać. To znaczy, kto będzie chciał.
Dobrze, szkoda czasu na gadanie, biorę się za dalsze przenoszenie. Potem się wezmę za poprawianie, selekcję, na razie biorę po kolei jak leci (leciało). Wczoraj przez długi czas siedziałam, patrzyłam na drukowane robaczki na monitorze i w ogóle nie wiedziałam o co chodzi. potem pomału doszłam do pewnych wniosków i nawet mi dobrze szło. Tak więc przystępuję do dalszych czynności:)))
A w ogóle to ogromnie się cieszę, że Was poznałam:)))

 

 

© Anna Blog
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci